piątek, 06 sierpnia 2010
Mojego utworu kawałek
Odwróciła gwałtownie głowę i spojrzała prosto w ciemnobrązowe oczy chłopaka- szatyna, ubranego w długą pelerynę i trzymającego w ręku ZŁOTY KLUCZ. Ten widok sprawił, że dziewczyna znieruchomiała i nie mogła wyjąkać ani słowa. W tym samym momencie klucz zniknął w pióropuszu ognia, a szaman powtórzył pytanie: - Nie przeszkadzam ci? Akane pokręciła sztywno głową, dalej nie mogąc oderwać wzroku od jego oczu. Miał bardzo podobne do niej rysy, a w jego uśmiech mógłby być zagadką godną Mona Lisy. Był wyraźne rozluźniony jakby nachodzenie kogoś w jego własnym domu było czymś normalnym, na porządku dziennym. - Jestem Hao, Hao Asakura. - Zabawna zbieżność nazwisk.- Wyjąkała Akane- Mam na imię... - Wiem, jak się nazywasz.-Szaman machnął lekceważąco ręką- Jesteś Akane Asakura, córka Keiko i Mikihisy. Urodziłaś się w Osorezan pod koniec wiosny - Nieprawda.- Dziewczyna pokręciła przecząco głową- Moi rodzice nazywają się Julietta i James. A urodziłam się w Londynie, w połowie Listopada. - To kłamstwo.- Jego głos był spokojny i wyważony- Urodziłaś się w Japonii. Jeśli mi nie wierzysz, spytaj się rodziców. - Ale ich nie ma!
Zapraszam na stronę z najnowszą muzyką :) - Tak sądzisz?- W jego głosie pojawił się chłód, a na dole trzasnęły drzwi frontowe. Akane rzuciła mu przerażone spojrzenie, a następnie zbiegła w dół po schodach. W przedpokoju stała wysoka blondynka o zielonych oczach i zamyślonym wyrazie twarzy. Otrzepała niewidoczny pyłek z popielatej garsonki i poprawiła okulary w ciemnych oprawkach. Podniosła wzrok na córkę i na jej twarzy zagościł grymas, który w jej mniemaniu miał być uśmiechem. - Witaj skarbie, co u cie...- Nagle jej wzrok natrafił na postać stojącą u szczytu schodów- Co ty tu robisz? - Przyszedłem odebrać Akane. Zgodnie z umową, biorę to co należy do mnie. Szkoda, że nie wywiązałaś się ze swojej części. Wiesz co cię czeka... Ale ty się chyba tego spodziewałaś prawda? Bo to czeka wszystkich marnych śmiertelników, którzy niszczą naszą planetę. A ci, którzy są dla niej jako tako dobrzy i tak podzielę los wszystkich! Azula zasłoniła oczy Akane w momencie kiedy obok Hao pojawiła się normalnej wielkości lalka o srebrnych włosach i różanych oczach. Jej ruchy były takie ludzkie, że nikt nie uznałby jej tylko za kawałek ceramiki. Duch zmarszczył brwi i trzymając mocno wyrywającą się szamankę wysyczał: - No nie wierzę! Bawisz się w lalkarza Hao? - Jak widzisz, chyba tak.- Uśmiechnął się kpiąco, poczym zwrócił do lalki- Suigintou zrobisz mi tę przyjemność i wyślesz ją do świata duchów? - Tak Mistrzu- Powiedziała bezbarwnym tonem i podniosła dłoń. Julietta padła na kolana łkając cicho i błagając o litość jednak Hao nie zawahał się ani na moment. Z dłoni jego lalki wystrzeliło mnóstwo czarnych piór, które w połowie drogi do kobiety zamieniły się w ostrza. Ostatni krzyk został urwany jakby go ktoś mieczem uciął, a Azula spuściła głowę i zdjęła dłonie ze złotych źrenic panny Asakura. Akane pierwsze spojrzenie zwróciła na postać leżącą w kałuży krwi, która kiedyś była jej matką. - T...t...ty ją zabiłeś!- Krzyknęła i opadła na kolana- Czego ode mnie chcesz?! - Chcę żebyś do mnie dołączyła i pomogła mi w tworzeniu nowego, lepszego świata. Świata w którym będą żyli tylko szamani. - Ale... - Nie ma żadnego ale! Idziesz ze mną droga panno i bez dyskusji.- Złapał ją za nadgarstek. - Nie przerywaj mi!- Wyrwała rękę z uścisku i oparła ją na biodrze, marszcząc przy tym mocno brwi. Jej głos zawierał nutkę czegoś z czym Hao nigdy się nie spotkał, więc zamilkł zdumiony- Nie chcę z tobą podróżować. Chcę wygrać Turniej samodzielnie. Jeśli pokonasz mnie w uczciwej walce wtedy przejdę na twoją stronę. Ale do tego czasu... Podróżuję z kim tylko chcę. Zrozumiałeś? - No niech ci będzie. Ale gorzej na tym wyjdziesz. Ja wiem gdzie są wszystkie złote klucze, nawet jeden już mam. - Wiem, widziałam. Idziesz na łatwiznę, a ja tak nie chcę. Sama zdobędę wszystkie złote klucze i przedostanę się do wymiaru. - Jak sobie chcesz... Ale teraz radzę ci się spakować i wynieść z tego domu. Dam ci czas do...- Zerknął na wskazujący dwudziestą drugą zegarek-... północy. Radzę ci być wtedy poza domem. - Co ty zamierzasz? - Zobaczysz. Odwrócił się na pięcie i zniknął w płomieniach. Akane bez słowa usunęła się z pokoju i zamknęła szczelnie drzwi. Następnie wbiegła szybko do sypialni rodziców i zdjęła wielki, przedstawiający panoramę Londynu obraz olejny. Za nim znajdował się niewielki sejf, który otworzyła wpisując odpowiedni liczby w miejscu kodu i odciskając swoje linie papilarne w czytniku. Rodzice nie wiedzieli, że zna kod, co teraz wyszło jej na dobre. Szybko wyjęła całą sumę znajdującą się w skrytce i zatrzasnęła drzwiczki. Następnym posunięciem było zapakowanie plecaka, do którego włożyła przede wszystkim ubrania, laptopa z przenośnym Internetem, jeden z ukochanych kryminałów i wachlarz. Do małej kieszonki plecaka włożyła portfel z pieniędzmi, telefon komórkowy i kompas. Z domu wyszła dokładnie za minutę i zerknęła na zegarek . 23:57, 23:58, 23:59... W momencie kiedy obie wskazówki zatrzymały się na moment w idealnej prostej, dom stanął w płomieniach. Akane zakryła usta dłonią, nie tego się spodziewała...
Muzyka _________________ Od Autorki: przepraszam że notka nie dodawana była tak długo. W pewnym moemncie zacięłam się połowie i dalej ani rusz! Na szczęście wczoraj coś mi się w głowie odblokowało i dokończyłam rodział. Nie dedykuję go nikomu, ponieważ uważam, że nie należy on do najciekawszych. Pozdrawiam ^^
czwartek, 05 sierpnia 2010
weszłam dziś na gg :)
weszłam dziś na gg i na ekranie pojawiła się koperta. wiadomość, która ktoś wysłał podczas mojej nieobecności. był to jeden z łańcuszków, które głosiły, ze jesli nie wyślę tego dalej w ciągu.., to ... historia, do której dołączony był ten łańcuszek, prawdopodobnie fikcyjna, ma w sobie jakąs wielką siłę... PAMIĘTNIK*Drogi pamiętniku: Jestem na łóżku w szpitalu, doktor mówi, że będą mnie operować i mogę tego nie przeżyć. Potrzebuję nowego serca, potrzebuję również kogoś kto mógłby mnie podeprzeć w tych trudnych momentach, ale mój chłopak jeszcze nie przyszedł. Drogi pamiętniku: operacja skończona, lekarze mówią, że wszystko poszło zgodnie z planem, że się udała, ale ja nadal potrzebuje kogoś, kto mnie mógłby wesprzeć w tych trudnych chwilach, ale jego cały czas nie ma. Drogi pamiętniku: Minął już tydzień, wyszłam ze szpitala, wszystko ze mną w porządku, mój chłopak nadal nie przyszedł, wiec teraz postanowiłam pójść do niego, bo bardzo się tym przejmuję. Drogi pamiętniku: Byłam u niego, długo waliłam w drzwi, ale nie było nikogo, weszłam do środka, drzwi były otwarte i na stole leżała kartka papieru, która mówiła: „Kochanie wybacz mi, że nie mogłem cię wesprzeć w tych trudnych momentach, a tak wiem, że tego potrzebowałaś. Chciałem zrobić ci prezent, moje serce już dla mnie nie bije, ale jestem szczęśliwy, że mogę Ci je dać, że nadal żyje w Tobie… KOCHAM CIE
Kolorowanki
Po powrocie do domu marzyłam już tylko o ciepłej kąpieli z pianą i wygodnym łóżku. W drodze do sypialni tknęła mnie myśl, ze może w końcu przydałoby się zrobić coś z tym artystycznym nieładem, jaki panował w moim mieszkaniu. Szybko jednak odłożyłam te sprawę na owe magiczne później, które mogło nastąpić lada moment, jak kolorowanki równie dobrze nie nastąpić nigdy. O drugiej nad ranem, kiedy to sen staje się najprzyjemniejszym doznaniem rozkoszy obudziła mnie nerwowo powtarzana przez telefon melodyjka, sygnalizująca, ze ktoś próbuje się ze mną skontaktować. Po omacku sięgnęłam po telefon i nacisnęłam zieloną słuchawkę odbioru -Tak?- wychrypiałam do głośnika, ale odpowiedziała mi cisza. Po chwili rzuciłam jeszcze jakieś niewyraźne – słucham i nie czekając na odpowiedź przerwałam połączenie, zanurzając się ponownie w przyjemniej toni snu. Nie minęło kilka minut, kiedy polifoniczna melodyjka ponownie zmusiła mnie do reakcji. Skupiłam chyba wszystkie kolorowanki dla dzieci i umiejętności, żeby sklecić wyraźne – słucham, na które również odpowiedziała przeciągliwa cisza. Tym razem nie zdążyłam nawet zamknąć oczu i pomyśleć o podniesieniu kołdry, która dziwnym trafem znalazła się na podłodze, kiedy przeraźliwe wycie telefonu postawiło mnie na nogi. Zapaliłam nocną lampkę i spojrzałam na wyświetlacz komórki, który drwiąco pokazywał komunikat – numer nieznany. Bliska napadu furii nacisnęłam zielony guzik i rzuciłam do głośnika jakąś wiązkę dobitnych epitetów. Po chwili głuchego milczenia z słuchawki zaczął się wydobywać morderczy jęk, a następnie przeraźliwe wycie. Osłupiałam z wrażenia, słuchając jak zahipnotyzowana tego koncertu odgłosów piekielnych upewniałam się, że to wszystko kolorowanki dla dzieci do druku dzieje się na jawie. Kiedy w końcu dobiegł mnie przenikliwy, szyderczy śmiech ; wizytówka telewizyjnego mordercy, który wyszukuje swoje ofiary i takim właśnie telefonem daje znać, ze już znalazł, cisnęłam komórka w przeciwległa ścianę pokoju i upewniając się, że do druku tym razem nie obudzi mnie przeciągłe pikanie, rzuciłam się z powrotem na łóżko.
poniedziałek, 02 sierpnia 2010
|
|